fbpx
Pytania i odpowiedzi

Skoro w Polsce brakuje 50k programistów to dlaczego nie możesz znaleźć pracy?

Do dzisiejszego wpisu zainspirowało mnie pytanie, jakie dostałam na maila od jednego z czytelników. Pomyślałam, że może więcej osób chciałoby przeczytać na nie odpowiedź. Pytanie brzmiało:

Czytając komentarze w ILE CZASU POTRZEBA, BY ZOSTAĆ PROGRAMISTĄ? wyciągam wniosek, że jest nadpodaż juniorów w programowaniu. Czytałem także o tym w innych miejscach nie związanych z blogiem. Z drugiej strony szkoły programowania mówią o kilkudziesięciu tysiącach wakatów w programowaniu. Te wakaty dotyczą zatem tylko bardzo doświadczonych programistów? A może tylko chcą zdobyć kursantów? Proszę o uczciwą analizę, tak aby się nie zniechęcać, ale z drugiej strony, aby się samemu nie oszukiwać.

Zajmijmy się po kolei kilkoma kwestiami poruszonymi w tym pytaniu:

Czy wakaty dotyczą tylko doświadczonych programistów?

Głównie. Na rynku najbardziej brakuje programistów na poziomie mid/regular (czyli poziom średni) oraz senior (poziom wysoki). Tacy programiści są pożądani, ponieważ są samodzielni, a efektem ich pracy jest wytwarzanie lub poprawianie oprogramowania, które firma monetyzuje lub sprzedaje swoim klientom. Inaczej mówiąc – midzi i seniorzy swoją pracą powodują, że firma zarabia więcej pieniędzy. Zatrudnienie mida lub seniora jest więc opłacalną inwestycją – firma wydaje pieniądze, które szybko odzyska, prawie zawsze z nawiązką.

Inaczej wygląda sprawa w wypadku juniorów. Junior to osoba, w którą trzeba dużo zainwestować – finansowo i czasowo. Junior, aby stać się midem potrzebuje jednego, dwóch, a czasem trzech lat. W tym czasie może generować w firmie więcej problemów niż przynosi korzyści, należy mu płacić, poprawiać po nim błędy, a przede wszystkim – angażować bardziej doświadczonych programistów do tego, aby mu pomagali. Zatrudnienie juniora jest więc inwestycją wysokiego ryzyka – zwłaszcza w świetle tego, że taka osoba po zdobyciu wiedzy i doświadczenia zawsze może się zwolnić i zatrudnić w innej firmie.

Nie powinno więc dziwić, że firmy dużo chętniej zatrudniają midów i seniorów, niż juniorów. Tendencja ta pogłębiła się ostatnio tym bardziej, że z uwagi na pandemię koronawirusa wieszczony jest kryzys gospodarczy. Wprawdzie jak do tej pory branża IT nie tylko nie odczuła negatywnych konsekwencji pandemii, co wręcz się wzmocniła, ale przyszłość nie jest do końca pewna i firmy tym chętniej inwestują w pracowników, którzy generują pewny zysk.

Czy jest nadpodaż juniorów w programowaniu?

I tak, i nie.

Tak – bo faktem jest, że na jedno stanowisko juniorskie aplikuje obecnie po 100-200 osób, a słyszy się czasem o jeszcze większych liczbach. Coraz więcej osób kończy bootcampy, szkoły programowania i kursy internetowe, a do tego dochodzi “klasyczne” źródło nowych programistów – czyli absolwenci studiów informatycznych. Firmy, które publikują ogłoszenie o poszukiwaniu juniora mogą więc przebierać w kandydatach.

Należy jednak pamiętać o tym, że dostosowując się do tej sytuacji, kandydaci rozsyłają CV jak szaleni i aplikują na każdą, choć trochę pasującą do ich profilu (a czasem i w ogóle nie pasującą) ofertę pracy. W związku z tym realny współczynnik kandydatów na miejsce pracy jest mniejszy, niż by wynikało z tych zatrważających danych. Bo jeśli 100 kandydatów zaaplikuje na 10 ofert pracy, to na każdą z tych ofert zgłosi się po 100 osób, będzie się więc wydawało, że nasze szanse wynoszą 1/100. W praktyce jednak będzie to 1/10 skoro stosunek kandydatów do miejsc pracy wynosi 100/10.

Nie – bo dobrych juniorów brakuje. Pomimo liczb podanych w akapicie wyżej firmy nadal mają problem ze znalezieniem dobrego juniora. Dobrego, czyli samodzielnego, potrafiącego myśleć, szukać rozwiązań, chcącego i lubiącego się uczyć. Niestety wiele osób, które postanowiły zostać programistami “bo programiści dobrze zarabiają” nie czuje do tego zawodu pasji. Jeśli dołożymy do tego fakt, że kończą oni często kiepskiej jakości bootcampy, albo dość bezmyślnie przejdą przez kilka kursów internetowych, a potem zaczynają rozsyłać CV – mamy efekt, o którym piszę. Nadpodaż juniorów jest faktem, ale dobrych wciąż brak. Do tego firmy, zalane setkami CV mają realny problem z wyfiltrowaniem tych kandydatów, z których faktycznie będą kiedyś dobrzy programiści.

Czy szkoły kłamią w swoich reklamach?

Bardzo często tak. Szkoły programowania to biznesy i to biznesy bardzo dochodowe. Nie posłużę się tu danymi dotyczącymi żadnej konkretnej szkoły (choć te znam i może kiedyś i o tym powstanie wpis), ale liczyłam kiedyś z ciekawości jak wygląda stosunek zarobków do kosztów w typowej szkole prowadzącej bootcampy i mogę powiedzieć, że orientacyjnie, jeśli za kurs zapłacicie 10 tysięcy złotych, to koszty szkoły (trener, sala, sprzęt, ciasteczka i kawa dla was) to zwykle nie więcej niż 2 – 3 tysiące. Pomnóżcie to sobie przez 10 osób na jednym kursie i macie odpowiedź, dlaczego szkoły programowania wyrastają jak grzyby po deszczu, a ich właścicielom nie przyświecają idee związane z rzetelną edukacją. Jest to po prostu biznes jak każdy inny, a zatem rządzi się swoimi prawami – w tym reklamą. Reklama ma was przekonać do zapisania się do szkoły, zachęcić korzyściami, nastraszyć konsekwencjami. W interesie szkoły programowania nie jest więc powiedzenie wam: “Jak zrobisz kurs to może uda ci się dostać pracę, ale 90% i tak zależy od ciebie i twojego zaangażowania”. Szkoły podają więc prawdziwą informację, że na rynku brakuje 50k specjalistów, nie dodają jednak, że po skończeniu ich kursu macie małą szansę, aby jednym z tych brakujących specjalistów zostać. Po pierwsze dlatego, że mniejszość z osób kończących kursy dostaje pracę jako programista. Po drugie dlatego, że nawet ci, którzy ją dostaną, zaczynać będą jako juniorzy, a specjalistami staną się dopiero za kilka lat.

Tu mała uwaga: nie dotyczy to wszystkich szkół. Znam takie, które podchodzą do klientów rzetelnie (przynajmniej w zakresie, w jakim posiadam wiedzę i mogłam to obserwować). Zaryzykuję jednak opinię, że jest to mniejszość z istniejących na rynku szkół programowania. Trzeba więc być bardzo ostrożnym.

Czy należy się tym zniechęcać?

Odpowiem tu znienawidzonym: to zależy.

Jeśli chcesz zostać programistą, bo programiści dobrze zarabiają, ale nie kręci cię to w żaden sposób, nie lubisz matematyki, zagadek logicznych i techniki, nie interesuje cię jak oprogramowanie działa “pod spodem” – to lepiej odpuść. W tym zawodzie nie da się długo udawać. Już na kursie będziesz się męczyć, a potem prawdopodobnie przegrasz na rynku pracy z osobami, którym programowanie sprawia przyjemność.

A jeśli jesteś jedną z tych osób, którym programowanie sprawa przyjemność – wtedy nie przejmuj się nadpodażą juniorów. Rób swoje, ucz się, pisz projekty, baw się programowaniem, zamieszkaj na Stack Overflow, a gdy poczujesz się w miarę pewnie (albo trochę wcześniej) zacznij wysyłać CV i nie stresuj za bardzo rozmową kwalifikacyjną. Swój rozpozna swego i jeśli będziesz pasjonatem, to inni pasjonaci chętnie przyjmą cię do swojego grona.


A gdyby ktoś zastanawiał się co się ze mną działo i co z tym blogiem. Wciągnęło mnie życie i różne sprawy prywatne oraz praca, w której uczę się obecnie dużo nowych rzeczy i sił na bloga niestety brakowało. Blog żyje – w tym sensie, że tu zaglądam, staram się odpowiadać na komentarze i wiadomości od Was. Mam zamiar skończyć serię 8 kroków by zostać programistą, a potem zastanowić się czy chcę (i czy jest potrzeba) abym pisała go dalej. Pozdrowienia!

komentarzy 5

  • Emil

    Ja się odniosę do tego fragmentu “Bo jeśli 100 kandydatów zaaplikuje na 10 ofert pracy, to na każdą z tych ofert zgłosi się po 100 osób, będzie się więc wydawało, że nasze szanse wynoszą 1/100. W praktyce jednak będzie to 1/10 skoro stosunek kandydatów do miejsc pracy wynosi 100/10.” To jest prawdą jeśli wszystkim stu osobom będzie obojętne do której firmy chcą się zatrudnić, a zwykle jest tak że chcą się dostać do konkretnej firmy a nie “losowej” spośród tych dziesięciu. Więc równie dobrze to mogą być szanse 1/100 😉

    • Marta

      Dzięki za komentarz, ale się z nim nie zgodzę, bo:
      a) jeśli ktoś aplikuje do jakiejś firmy, to zakładam, że raczej chce się tam dostać
      b) w szczególności tyczy się to juniorów, którzy najmniej wybrzydzają i najbardziej są skłonni naginać swoje oczekiwania po to, by dostać jakąkolwiek pracę.

  • Mateusz H.

    Hej Marta,

    Bardzo dobrze piszesz. Myślę że jak się jest Juniorem a w dodatku samoukiem to trochę trudno jest znaleźć pierwszą pracę w IT.

    A jakie szkoły programowania w takim razie polecasz? Te które podchodzą do ucznia rzetelnie.

    Pozdrawiam 👋.

  • Maciek

    Cześć,

    Kilka miesięcy temu ukończyłem Twój kurs na Udemy. Właśnie przed chwilą sprawdziłem, czy pojawiły się kolejne – niestety nie. Przyszedłem więc tu (przy okazji czytając wpis), żeby napisać “wincyj kursów!” A to dlatego, że zapadł mi w pamięć – był bardzo przystępny, przemyślany, odpowiednio podzielony. Domyślam się, że przygotowanie go to duży wysiłek, ale wiedz, że są ludzie, którzy bardzo chętnie kupiliby kolejny. A pula użytkowników… pewnie tym większa, im więcej ma się (dobrej jakości) kursów i jest się przez to bardziej widocznym w wyszukiwarce portalu.

    Pozdrawiam!

    • Marta

      Cześć Maciek,
      bardzo dziękuję Ci za miły i motywujący komentarz. Czytając takie wiadomości naprawdę chce się działać i tworzyć dalej 🙂 Kolejne kursy są w planach, choć niestety obecnie zarówno one jak i blog muszą trochę poczekać, bo mam dość angażujący okres w życiu prywatnym.
      Co do kolejnych kursów na Udemy – czy masz sugestie odnośnie tematyki? Od innych kursantów słyszałam, że chcieliby: kurs z programowania obiektowego, kurs o testowaniu, kurs wprowadzający do Pythona, kurs prowadzący za rękę przez konkretny, rozbudowany projekt. Jakie są Twoje sugestie? Decyzja o temacie kolejnego kursu nie jest jeszcze podjęta, więc masz szanse na nią wpłynąć 🙂
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

LinkedIn
Share